O książkach, których nigdy nie przeczytasz

with 2 komentarze

biblioteka

 

Masz na półce książki, które kupiłaś, ale nigdy ich nie przeczytałaś? Książki, do których przeczytania aspirowałaś. Pozycje wyróżnione Nagrodą Nobla, Nike, bestsellery roku. Klasyki, które wypada znać. Książki, które sprawią, że wydasz się bardziej inteligentna, oczytana.

 

Miałam kilka takich książek. Wiesz, która ciążyła mi najmocniej? Listy Jacka Kerouaca i Allena Ginsberga. Stały na półce, krzycząc ”Kiedy mnie przeczytasz?!”. Odkładam je na kolejny sezon jesienny, bo nie pasowały na wakacyjną lekturę. Jesień opadała z ostatnim żółtym liściem, a Kerouac i Ginsberg pokrywali się kurzem. Szukałam kolejnych wymówek, a prawda była bezlitosna. Nie miałam ochoty ich przeczytać ani latem, ani jesienią, ani zimą. Nigdy.

 

Książki mają uczyć, bawić, wzruszać, a nie dręczyć, wprowadzając w poczucie winy. Takim pozwól odejść.

Mieszkając w Trójmieście, byłam typową studentką, której wiecznie brakowało pieniędzy. Gdy odłożyłam trochę gotówki, kupowałam książki. Marzyłam o dużej biblioteczce wypełnionej klasykami takimi, jak „Anna Karenina”, „Gra w klasy”, „Sto lat samotności”. Nie wyobrażałam sobie domu bez stosów książek. Tylko u mnie były to nietknięte stosy. Kupowałam i nie nadążałam z czytaniem, ciesząc się z kolejnych półek uginających się pod nowymi tomami.

Dopiero przy przeprowadzce do Warszawy poczułam ciężar nieprzeczytanych książek. W nowym mieszkaniu przejrzałam każdą z nich, zastanawiając się, kiedy ją kupiłam. Rekordzistka leżała na półce 4 lata! Wybrałam 5 tytułów, którym dałam drugą szansę. Jeśli nie przeczytałabym ich w ciągu 2 miesięcy, miałam dać im odejść.

 

Nie chomikuję już książek.

Zwlekam z ewentualnym zakupem, aby nowa pozycja nie była tylko kolejną, którą postawię na półce. Ma być niczym wymarzony prezent pod choinkę! Kupię ją, gdy miną 2 tygodnie, a ja wciąż nie przestaję o niej myśleć. Staram się też nie zbierać książek na zapas. Księgarnie nie znikną z dnia na dzień, więc nie muszę mieszkać zakopana w pozycjach na kiedyś 😉

W książkowym minimalizmie pomógł mi też czytnik e-booków. Tak czytam powieści, gdy nie wiem czy będzie między nami wystarczająca chemia, aby została ze mną na dłużej. Gdy iskrzy, zamawiam papierową wersję. Obecnie mam w domu tylko, a może aż 50 książek. Nie czuję ich ciężaru 😉

 

Masz na półce książki, które tracą nadzieję, że kiedyś po nie sięgniesz?

 

2 Odpowiedzi

  1. Joanna
    | Odpowiedz

    Świetny tekst, zdejmujący z barków poczucie winy, że znów nie sięgnęłam po książkę, która przecież już tyle czasu czeka na swoją kolej.
    Moja biblioteczka to od kilku lat trzy niewielkie półki – jedna zajęta w całości przez Harrego Pottera (z nim chyba nigdy się nie rozstanę <3), na pozostałych dwóch leżą inne książki. No i jeszcze czwarta – nie wiem czy ją liczyć, bo ta jest przechodnia – lądują na niej książki z biblioteki albo pożyczone od znajomych, albo takie, z którymi postanowiłam się rozstać i czekają na nowego właściciela. Czasem, na krótką chwilę, włącza mi się kompleks "powinnam mieć więcej książek, bo to świadczy o moim oczytaniu", ale Twój tekst na te wyrzuty sumienia też pomógł 🙂
    Większość książek, które straciły nadzieję, że po nie sięgnę, już ode mnie wyjechała, ale chyba po Świętach przyjdzie pora, aby znów zrobić selekcję.

    • hackyourmorning
      | Odpowiedz

      Asia, dziękuję za komentarz 🙂 Mi też czasami włącza się ten kompleks, ale potem wracam na ziemię. Po co mam komuś odwadniać, że jestem oczytana? Takie rzeczy wychodzą w rozmowie. Przecież nie opowiadasz o tym, co nowego leży na Twojej półce, a o tym, co PRZECZYTAŁAŚ 😀

Zostaw Komentarz