“Jesteś na to za stara.”

with 4 komentarze

tort urodzinowy

“Jesteś na to za stara.” To zdanie prawie zabiło moją pasję nim zdążyła się rozwinąć. Usłyszałaś kiedyś podobne słowa? Pewna zołza miała czelność tak do mnie powiedzieć i z góry stwierdzić, że nie nauczę się już czegoś, bo przekroczyłam określony wiek. Chodź, opowiem Ci jak to się zaczęło.

 

Gdzie oni mnie wiozą? Za oknem znikają kolejne zabudowania. Wczoraj dostałam smsem krótką instrukcję: “Ubierz się wygodnie w strój niekrępujący ruchów i czekaj na nas po pracy.” Wyjechaliśmy już poza Piaseczno, gdy samochód w końcu stanął. Idziemy w stronę lasu. Zauważyłam kilka budynków wyłaniających się po prawej stronie. “Dom starości” – Myślę sobie kiepski żart jak na 30-ste urodziny.

Po 5 minutach dostrzegam ośrodek jeździecki. Staję jak wryta. Mój żołądek przypomina kocioł, w którym gotuje się zaskoczenie, ekscytacja i strach. Strach zaczyna bulgotać i rozlewa się na całe ciało. Mogłam się domyślić. Każdemu, kto chciał o tym słuchać, opowiadałam jak marzę o jeździe konnej. Tak bym chciała, ale jestem za stara. Kto uczy się jazdy konnej po 30-stce?! To sport dla nastolatków.

I oto jestem w stadninie. Wymykam się do łazienki, aby zyskać kilka dodatkowych minut. Dobrze wiem, gdy zaczynam panikować. Zamykam oczy i równomiernie oddycham, starając się opanować hiperwentylację. Po jakimś czasie biorę się w garść. Nie mogę tkwić w łazience i łudzić się, że o mnie zapomną. Łapię się za skrawek odwagi, który mi pozostał i wychodzę.

Pada wyliczanka niezrozumiałych słów: popręg, kopystka, wędzidło. Nie ma szans, abym to wszystko zapamiętała. Wchodzę na ogrodzony plac. Instruktorka stawia przede mną mały metalowy stołek, z którego mam wejść na konia. Wkładam lewą stopę w strzemię, odbijam się i hop, wylądowałam w siodle. Na filmach wygląda to o wiele zgrabniej. 

Za namową instruktorki, wyklepuję konia po szyi i przytulam się do niego. Gdy jestem gotowa, powoli ruszamy stępem. Trzymam się kurczowo siodła. Zaczynamy ćwiczenia na utrzymanie równowagi. Coś co nie jest moją dobrą stroną nawet na betonie. Lewa ręka do prawego ucha. Prawa ręka do lewego ucha. Dobrze! Lewa ręka za ogon. Prawa ręka za ogon. I tak dalej. Ćwiczę kierowanie koniem. W tej chwili myślę o tym, że nie umiem nawet kierować autem. Ściskam wodze, dodaję łydkę i próbuję zmieniać kierunek. Karola, jedna z przyjaciółek, które podstępnie mnie tu ściągnęły, cały czas robi zdjęcia. Później zauważę na nich moją przerażoną minę i konia, który pokazuje mi język.

 

 

Nie mam dobrych wspomnień z pierwszej jazdy. Strach niczym czarne glany podczas pogo wdeptał w ziemię okruchy ekscytacji. Za drugim razem próbuję w Olsztynie. Ćwiczymy utrzymanie równowagi, półsiad i anglezowanie. Anglezowanie jest koszmarem. Przypominam piłeczkę pingpongową, która bezmyślnie odbija się od stołu. Podskakuję w siodle, nie mogąc zapanować nad ruchem bioder.

W końcu mija 25 minut lonży. Zeskakuję z konia na trzęsące się nogi. Nie jestem w stanie ich złączyć. Teraz rozumiem czemu kowboje tak chodzą. Wieczorem dopada mnie gorączka i potworny ból kręgosłupa. Nie nadaję się do tego fizycznie. To pewnie przez skoliozę. Uznaję temat za zakończony.

 

W styczniu z powodu innego schorzenia ląduję u fizjoterapeuty. Na jednym z ostatnich spotkań rzucam pytanie o jazdę konną. Raczej nie pytanie, a stwierdzenie. Mówię, że dobrze, że nie kontynuuję nauki, bo pewnie rozwaliłaby mi kręgosłup. Fizjoterapeuta patrzy na mnie i uśmiechając się mówi, że rozwalił mnie brak przygotowania fizycznego, a w następstwie zakwasy. Mój kręgosłup jeszcze mi podziękuje za jazdę konną. Byle bym panowała nad siedzeniem w siodle i nie odbijała się z impetem o kość ogonową.

Zniknęła moja zdrowotna wymówka, przerażenie z pierwszej jazdy jakby trochę wyblakło. Jednak dalej unikam jakichkolwiek pytań o konie. Przełomem nastąpił dopiero w maju, gdy w Klubie Otwartej Szuflady przeczytałam tekst o galopie po plaży. Poraził mnie. W tym samym tygodniu dzwonię do instruktorki z Olsztyna i umawiam się na jazdę.

jazda konna

 

Sport na świeżym powietrzu i kontakt ze zwierzętami były jak wybawienie. Nadal bałam się jeździć. Bałam się upadku, ale nie odpuszczałam chociaż dzieci i młodzież schodziły z lonży, a ja dalej anglezowałam jedną ręką łapiąc się siodła, gdy tylko koń kichnął, nagle stanął, aby powąchać kupę czy machał głową, odganiając muchy. Technicznie było ok. Problem tkwił w mojej głowie. W końcu znalazłam konia, na którym czułam się pewniej. Tak Portos, to o Tobie mowa.

Przy kolejnym hop, hop, hop, wyobrażałam sobie, że siedzę na krześle. Wcale nie dosiadam teraz prawie 2-metrowego konia. Zaczęłam liczyć ruchy, aby zająć czymś umysł i po cichaczu zamknąć strach w piwnicy. To głupie, ale w myślach nuciłam sobie hiszpańskie piosenki. To pomogło! Siedziałam prosto, rytmicznie anglezowałam i nie mogłam doczekać się galopu!

Tak wyglądały moje początki, gdy poddawałam się po każdej nieudanej jeździe, a jednak wracałam do tej stadniny. Wracałam, bo marzenie o jeździe po plaży było silniejsze niż urażona duma, którą musiałam przełknąć. Duma, która cierpiała, bo nie uczyłam się tak szybko, jak młodsze ode mnie osoby.

 

Teraz co najmniej 2 dni w tygodniu spędzam w ośrodku jeździeckim. W sierpniu czekają mnie pierwsze wczasy w siodle w nadmorskiej stadninie. A jeszcze w marcu zaklinałam się, że już nigdy nie wsiądę na konia. W ten sposób chcę zwiedzać świat. Rajd konny po mongolskim stepach to moje nowe marzenie.

 

Gdy jeszcze raz powiem sobie, że jestem na coś za stara, to proszę, kopnij mnie w tyłek, a następnie pokaż mi ten tekst.

 

4 Odpowiedzi

  1. Pola
    | Odpowiedz

    Jaki piękny i wzruszający tekst! I że opowieść z Szuflady miała tak duży wpływ na Twoją historię achh <3 Świetnie odpisałaś i moje odczucia jeżeli chodzi o cierpiącą dumę.

    • hackyourmorning
      | Odpowiedz

      Pola, dziękuję 🙂 Nadal walczę z tą dumą, ale porównywanie się do nastolatków po prostu nie ma sensu. I tak nie mam zamiaru startować w zawodach, chcę tylko jeździć w teren i w ten sposób zwiedzać świat 🙂

  2. Alicja
    | Odpowiedz

    Ten tekst jest motywujący! Pokazuje, że ilekroć się człowiek przewróci, tylekroć razy wstanie. I jak się zaprze, to zrobi wszystko.
    Trzymam kciuki, żebyś spełniła te marzenia i spełniała kolejne.
    Ostatnio usłyszałam, że ubranie kigurumi (taki miś) jest dla dzieci a nie dla mnie, dorosłej baby. Od razu tytuł mi się skojarzył. Pojęcie starości jest irytujące, bo właśnie ogranicza normalnych ludzi, którzy mogą wszystko- czy mają 10 lat, 30 lat czy 70 lat.
    Piękny, mądry tekst!

    • hackyourmorning
      | Odpowiedz

      Jeśli masz ochotę go założyć, to nie zwracaj uwagi na takie komentarze. „Życzliwi zawsze będą komentować, a Ty stracisz okazję na nowe doświadczenie.
      Ja dziś wybieram się na sanki. Będę z nimi dumnie szła przez całe osiedle 😀 Może jest mi trochę głupio, ale zwycięża chęć beztroskiej zabawy w śniegu 😀

Zostaw Komentarz