Jak smakują przeterminowane marzenia?

with 3 komentarze

Barcelona

Sięgasz po słoik ogórków kiszonych, który miał przywołać wspomnienia z wizyty u babci. Przy otwieraniu słyszysz ten charakterystyczny syk i już wiesz, że zwlekałaś zbyt długo. Czy podobnie bywa z marzeniami? Czy trzymane zbyt długo na bucket liście mogą się przeterminować? Opowiem Ci o moim marzeniu, które w trakcie realizacji nie smakowało tak, jak oczekiwałam.

 

Czemu tak długo?!

Przeterminowanym marzeniem okazał się wyjazd do Barcelony. Miasta, które zafascynowało mnie, gdy w liceum zaczęłam się uczyć hiszpańskiego, równocześnie poznając kulturę tego miejsca. Pochłonęłam większość filmów i książek, których akcja toczyła się Barcelonie i wyobrażałam sobie jak chodzę po tych samych ulicach co bohaterowie. Kręcę się po Barri Gòtic i sączę gorącą kawę w słynnym Els Quatre Gats.

Musiało minąć ponad 10 lat nim w końcu tam dotarłam. Czemu tak długo?! Miałam kilka wymówek. A to loty zbyt drogie, a to nie miałam z kim jechać. Bliscy planowali podróż w inne miejsce, więc zabierałam się z nimi. Gdy Barcelona cicho czekała na swoją kolej, nie zauważyłam, że moje marzenie powoli butwieje.

Przełom nastąpił po pierwszej samotnej podróży, którą odbyłam do Porto. To było wyzwalające doświadczenie, które pokazało mi, że jadąc sama w nieznane miejsce też mogę świetnie się bawić, a przy tym czuć się bezpiecznie. Jesienią w końcu upolowałam tanie bilety, wprawdzie nie miałam towarzysza podróży, ale samotne wyjazdy nie stanowiły już dla mnie problemu.

 

Obrót o 180 stopni

 

Barcelona

 

W styczniu wylądowałam na El Parat, aby po kilkunastu latach poznać wymarzoną Barcelonę. Przemierzałam barcelońskie uliczki, leżałam w parkach, czytając „Cień Wiatru” i objadałam się tapas. Brzmi jak idealny wyjazd? Tylko miasto nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak oczekiwałam. Dotarło do mnie, że od czasu, gdy wpisałam Barcelonę na bucket listę, moje zainteresowania zmieniły się o 180%. Nie chcę już przeciskać się w tłumie turystów do kolejnych zabytków. Nie chcę w pośpiechu biec od jednej atrakcji do drugiej. Nie chcę zatłoczonych miast, smrodu i hałasu. Nie potrafię się zrelaksować w takich warunkach. Chcę czegoś innego. Hiszpański nie kręci mnie już tak jak kiedyś, gdy potrafiłam obejrzeć 10 sezonów „Przyjaciół” en español, aby się podszkolić.

Teraz aż piszczę z radości, gdy przemierzam zimne, północne treny Islandii, Szkocji czy Skandynawii. Ulubioną formą podróżowania stał się trekking i road trip po bezdrożach. Kombinuję jak dostać się na Grenlandię, a zamiast upałów wolę szczypiący w policzki mróz, renifery spotkane na szlaku i krystalicznie czyste powietrze. I tak siedząc na Playa de La Barceloneta i podziwiając wschód słońca, myślałam o tym jak chciałabym być teraz na szkockich szlakach. Doceniłam magię Barcelony, ale cały czas czułam, że zachwycam się miastem na jakieś 50%. Odhaczyłam ten wyjazd z listy marzeń jednak nie przyniosło mi to takich emocji i zachwytu jak oczekiwałam. Miałam wrażenie, że odebrałam to marzenie młodszej wersji mnie. 18-letnia Beata oddałaby wiele za 1 dzień w Barcelonie, ale nie miała tej odwagi, co moja aktualna wersja.

 

Czemu marzenia stają się przeterminowane?

W moim przypadku chodziło o zmianę zainteresowań i sposobu podróżowania. Z niektórych marzeń można też wyrosnąć. Kiedyś jedynym przepisem na sukces w życiu wydawało mi się menadżerskie stanowisko w korporacji, 3-pokojowe mieszkanie w dużym mieście i zagraniczne podróże w ciepłe regiony. Teraz śmieję się, wspominając dawne wyobrażenie o „szczęściu”. Obecnie stanowią je poranne spacery do pobliskiego lasu, praca zdalna w firmie, którą lubię, aktywne wypady w dzikie tereny i czas z bliskimi.

W zeszłym roku wiele podróżowałam. Co miesiąc nowy wyjazd. Kierunki dobierałam do ceny biletów. Tym sposobem wylądowałam w wielu ładnych miejscach, które nie były tym, o czym do końca marzyłam. Teraz zmieniłam podejście i w miarę możliwości, spełniam swoje marzenia przy najbliżej okazji. Wróciłam do jazdy konnej i przymierzam się do pierwszego psa. Kiedy jak nie teraz?

 

Sprawdź czy marzenie jest nadal aktualne

Kiedyś myślałam, że im dłużej czekam, tym większa satysfakcja z realizacji. Jednak to ściema. Marzenie mogło po drodze zgubić zaimek „moje”, a nadal tkwiłoby na liście, aby je odhaczyć. Nie chcę odbierać sobie szansy na największą ekscytację. Zamierzam spełniać je, gdy na samą myśl o planowaniu mam wypieki na twarzy. Teraz przed realizacją marzenia dokładnie sprawdzam czy jego data ważności już nie minęła. Nie chcę powtórki z Barcelony.

Zachęcam Cię do przejrzenia swojej bucket listy. Zastanów się, które punkty wywołują uśmiech i zajmij się nimi. Po co Ci 100 nieaktualnych marzeń, które nie wywołają frajdy? Może te stare, wpisane na listę lata temu, nie są już aktualne i zajmują miejsce nowym pasjom?

3 Odpowiedzi

  1. GłupioMądra.pl
    | Odpowiedz

    Super Beata! Dzięki za ten post. Ja zwłaszcza w pandemii przeglądam swoje plany/marzenia i zastanawiam się czy są ważne, czy wywołują ekscytację, czy odwrotnie jakieś spięcie w barkach. To co napisałaś jest ważne, marzenia mogą się przeterminować, bo się zmieniamy. Złote słowa!

    • hackyourmorning
      | Odpowiedz

      Kasia, dziękuję 🙂 Mnie też te szczególne czasy skłoniły do przemyśleń na temat tego, co sprawia mi radość w tym momencie, a nie jest tylko wspomnieniem dawnych chwil.

  2. Adriana
    | Odpowiedz

    Czytam tekst za tekstem i co jeden to intrygujący i skłaniający do myślenia. 🙂 Dla mnie Barcelona też była zawodem, ale trochę innym – naczytałam się i naoglądałam na zajęciach z historii sztuki tej ładniejszej, starej części Sagrady Familii, a pierwsze co zobaczyłam, to… koślawa nowa część. Nie mówiąc o tym, że trzeba było ciągle pilnować kieszeni przed złodziejami, tłumy były niemiłosierne i było drogo… Dla mnie takimi przeterminowanymi marzeniami są pewnie Angkor Wat i Tybet.

Zostaw Komentarz