Idę, bo mogę. O drodze do akceptacji

with 1 komentarz

Bałtyk

Czy dobrze robisz, wypierając traumatyczne momenty? Czy ukrywając je głęboko w ciemnych czeluściach pamięci, nieświadomie wyrządzasz sobie krzywdę? Może te doświadczenia nie są tak straszne jak Twoje wyobrażenia o nich?

Opowiem Ci o mojej drodze od wyparcia do akceptacji i pogodzenia się z ciałem, które mam.

 

Nie widziałaś Króla Lwa?!

Moja pamięć przypomina ciężkie, zbite, gliniaste podłoże. Dotykam tego, co niedawno wyrosło, ale nawet przy pomocy łopaty nie dokopię się do głębszych warstw. Te tajemnicze warstwy to bolesne wspomnienia z dzieciństwa, które wyparłam z pamięci.

Gdy znajomi ze zdziwieniem pytali: “No nie żartuj. Nie widziałaś Króla Lwa?” – z pełnym przekonaniem odpowiadałam “Nie widziałam”. Dopiero młodsza siostra musiała mi opisać jak oglądałyśmy tę bajkę. Leżałyśmy na kanapie, wyjadając czekoladową polewę prosto z garnka i zalewałyśmy się łzami, gdy zginął Mufasa. A ja kiwałam głową, udając, że pamiętam, chociaż równie dobrze mogła mnie wkręcić, że byłam osiedlową Miss Podwórka.

Miałam wtedy supermoc. Potrafiłam się odseparować od tego, czego nie chciałam pamiętać. Mój mózg zgrabnie usunął operacje, kilkugodzinne kolejki w poradniach dziecięcych, opuszczone semestry w szkole czy ominięte rozgrywki zbijaka. Jednak za mocno się postarał, bo wymazał też wszystko, co działo się pomiędzy kolejnymi zabiegami. Zapomniałam bajki tak jak pobyty w szpitalach.

 

O dziewczynie, która nigdy nie założy szpilek

Etap wyparcia miałam już za sobą. Teraz czekał mnie etap buntu. Niestety kolejne, nastoletnie lata, pamiętam aż zbyt dobrze. Czasami żałuję, że tu również nie mogę wcisnąć opcji “twardy reset”. Jako nastolatka skupiałam się na liście pt. “nie mogę”, a była ona dość długa. Nie mogę ćwiczyć na wf-ie, nie mogę biegać, nie mogę jeździć na rolkach. To śmieszne, ale w tamtym okresie najbardziej przeżywałam, że nie mogę nosić szpilek. Raz sprzeciwiłam się zaleceniom lekarzy, a następnego dnia ledwo chodziłam. Jednak uparcie trzymałam te upragnione, błyszczące buty na ośmiocentymetrowym obcasie, schowane w ozdobnym pudełku, aby chociaż na nie popatrzeć. To było pudełko niespełnionych marzeń.

Byłam zakompleksioną nastolatką, obrażoną na cały świat. Powtarzałam bez końca “Czemu to spotkało właśnie mnie”, wprowadzając rodziców i siostrę w coraz większe poczucie winy, bo nie potrafili mi pomóc z trudnymi emocjami. Nie chciałam, aby inni definiowali mnie przez to, co mi dolega, a sama tak się określałam. Przyczepiłam sobie metkę, która miała krzyczeć: “Moje życie jest tak beznadziejne, bo jestem chora. To nie moja wina!”

Może potrzebowałam tego etapu, aby w końcu dorosnąć?

 

Bo mogę

Z depresyjnej nastolatki zmieniłam się w osobę, która zaraża swoim optymizmem innych. Długo mi zajęło nim otworzyłam się na to, co mogę. A mogę jeździć na rowerze brzegiem morza, pływać o zachodzie słońca w warmińskich jeziorach, wędrować po górach (na miarę moich możliwości, ale Bieszczady należą do mnie). I najważniejsze – mogę chodzić. Przez wiele lat uważałam to za oczywistość. Koncentrowałam się na tym jak chodzę – utykam. Raz widoczniej, innym razem mniej, w zależności od tego jak bardzo obciążyłam nogę. Dopiero stara kaseta video wstrząsnęła mną niczym paralizator, uświadamiając mi, jak było kiedyś.

Obraz jest zamazany. Mam jakieś 4 lata. Bawię się na wsi u dziadków. Aż piszczę z radości, bo właśnie złapałam żabę. Chcę iść do domu i zrobić mamie kawał. Wołam kuzynkę, aby mnie zaniosła, bo sama nie pójdę. Między nogami mam szynę. Wyparłam wszystkie wspomnienia związane z chorobą. Dopiero ta kaseta uchyliła drzwi, przez które wydostały się przebłyski z dawnych lat. Gardziłam tym jak chodzę, nie myśląc o tym, ile przeszłam, aby w ogóle chodzić. Teraz wstydzę się, gdy to wspominam.

Od czasu tego szokującego odkrycia codziennie spaceruję. Nie ważne jak bardzo mi się nie chce, jak beznadziejna jest pogoda, czy akurat mam okres. Rano wychodzę na dwór i idę na spacer. Bo mogę.

Przeszłam już Bieszczady, szkockie parki narodowe, kilometry pustych plaż i wiele leśnych ścieżek.

I idę dalej.

 

Jedna odpowiedz

  1. Alicja
    | Odpowiedz

    Jak przeczytałam ten tekst, to od razu skojarzyło mi się takie typowe zachowanie niektórych ludzi „z mojego świata”, którzy wolą udawać, że przeszłość minęła i jakby jej nigdy nie było. Tworzą sobie banieczkę, która kiedyś pęknie i nic wspólnego ze szczęściem nie ma.
    Dziękuję Ci za ten tekst ❤️

Zostaw Komentarz